poniedziałek, 29 czerwca 2026

Azymut - PSZCZOŁY


Azymut PRZYRODA! Azymut ustawiony dziś na hasło „PSZCZOŁY”. Wybrałem się kilka dni temu nietypowo do Muzeum „Górnośląski Park Etnograficzny” w Chorzowie, zwanym popularnie chorzowskim Skansenem. Przechodząc kilkakrotnie obok Skansenu na teren Parku Śląskiego, z za ogrodzenia widziałem stojące na terenie Skansenu kilkanaście uli. Nie wiedziałem czy to czynna pasieka, ale wiedziałem, że to miejsce będzie mi pasowało do zagajenia tematu związanego z pszczelarstwem i gospodarowaniem przez nas terenami zielonymi. Teraz już wiem, że faktycznie na terenie skansenu funkcjonuje czynna pasieka. A jak pasieka, to i musi być miodek. To nie tylko przysmak dla takich łasuchów jak Kubuś Puchatek, ale naturalny składnik w diecie osób aktywnych. 80% miodu to cukry. Znajdują się w nim również mikroelementy takie jak potas, fosfor, magnez i wapń, niewielkie ilości aminokwasów, witamin takich jak B1, B2, B3, B6, kwas foliowy i witamina C.

Wiemy, że spożywanie miodu ma dla organizmu duże znaczenie. Reguluje i wzmacnia pracę serca. Ma łagodne działanie uspakajające. Działa antybakteryjnie i wspomaga nas przy leczeniu początkowych objawów przeziębienia, gdy męczy nas kaszel, chrypa czy ból gardła.


Pamiętam z czasów młodzieńczych taką mało sympatyczną sytuację … przeziębiony, podszedłem do jednej z klasowych koleżanek, by pożyczyć zeszyt z lekcjami, na których siłą rzeczy nie mogłem być. Mama koleżanki, usłyszawszy moje pokasływanie stwierdziła, że natychmiast muszę zażyć odpowiednią miksturę, która powinna mi ten dokuczliwy kaszel złagodzić. Dostałem więc od razu na miejscu do połknięcia dużą łyżkę miodu pomieszanego z czosnkiem. Może była to kwestia tego, że tej mikstury jednorazowo było tak dużo, może kwestia, że połknąłem to tak bez popicia, faktem jest, że nie zdążyłem spokojnie wrócić do domu, bo gdzieś po drodze oddałem całą zawartość żołądka. Po tym zdarzeniu długo miałem „uraz” do miodu i sam jego zapach zniechęcał mnie od delektowania się tym przysmakiem. Mądrość podobno przychodzi z wiekiem, chociaż jak tak rozglądam się w około, to zdarza mi się spotykać wielu takich, których to twierdzenie się nie tyczy. W każdym bądź razie ja, przynajmniej w tej kwestii trochę zmądrzałem i dzisiaj doceniam to co oferuje nam miód.

Miód – jak to łatwo wymówić, ale jak trudno zrozumieć trud jego wytworzenia. I tutaj wracam na ścieżkę moich przyrodniczych wypraw, na azymut – PRZYRODA. W trakcie swoich różnych mniej czy bardziej przyrodniczych wędrówek, miałem nie raz okazję spotkać się z pszczołami i różnymi innymi przedstawicielami owadziej rodziny, dzięki którym mamy nie tylko miód ale kolorowy świat w około.

Na proste pytanie o to skąd się bierze miód, każdy z nas pewnie zna prostą odpowiedź, że to pszczoły wytwarzają miód w ulach. Idąc za myślą przewodnią projektu „azymut – PRZYRODA” chciałem poznać jednak temat nieco głębiej. Zdawałem sobie sprawę z faktu, że nigdy nie będę pszczelarzem i nie potrzebna jest mi tajemna wiedza o tym czym jest dennica higieniczna, miodnia, zimowla, zsypaniec i inne fachowe pszczelarskie określenia. A jednak postanowiłem nieco liznąć tematu, by przy kolejnych wędrówkach w terenie, móc inaczej spojrzeć na latające tuż obok pszczoły. Gdzieś, w zasobach internetu udało mi się znaleźć jakieś poradniki dla początkujących pszczelarzy, ale pisane były one fachowym językiem. W zasobach bibliotecznych też nie wiele znalazłem.


Przypadek sprawił, że szukając książki o innej tematyce, trafiłem na stronie Wydawnictwa „Paśny Buriat” na tytuł o frapującym tytule „Z głową w ulach”. Autorka książki, pani Marta Konek opisuje w bardzo przystępny dla laika sposób świat małych stworzeń, którym zawdzięczamy tak wiele dobrego. Badania naukowe wskazują jasno na jeden bardzo ważny wniosek – bez pszczół, ale i zarazem innych owadów zapylających rośliny, ludzkość przeżyje najwyżej kilka lat. Większość gatunków roślin (szacuje się że nawet do 80% gatunków) wymaga zapylenia przez owady. Bez tej tytanicznej a zarazem bezpłatnej pracy owadów, zwyczajnie zabraknie nam żywności dla nas i dla zwierząt. Pamiętajcie - nie da się żyć samą chemią.

Dla statystycznego mieszczucha, wszelkie bzykające wokół głowy owady, są po prostu utrapieniem, uciążliwością w chwilach weekendowego wypoczynku. A tymczasem powinniśmy na ten cały brzęczący świat spojrzeć z innej perspektywy. Z perspektywy naszego wspólnego interesu, bo to, czy owady zapylające przetrwają, zależy od nas wszystkich. I o dziwo, każdy z nas – i ten który ma własny wielki ogród, i ten, kto swój mini ogródek stworzył na niewielkiej powierzchni balkonu w wielkim bloku, ma możliwość dołożyć swoje przysłowiowe pięć groszy. Wystarczy że zadbamy, żeby w naszych ogrodach było więcej kwiatów, więcej roślin dających nasiona i owoce, a mniej krótko przyciętego trawnika i wszechobecnego asfaltu lub kostki chodnikowej. To w okresie kwitnienia tych wszystkich roślin poprawi sytuację wszystkich owadów zapylających, da pole dla współistnienia dla owadów, ptaków i drobnych zwierząt. Jak pisze pani Marta w swojej książce - … mądre prowadzenie ogrodu, to także przepis na zdrowie jego użytkowników i zdrową żywność dla całej rodziny. A czy większość z nas, którzy nie mają własnego ogródka może też jakoś pomóc w tym temacie? Oczywiście tak. Bądźmy czujni i aktywni w naszych małych lokalnych społecznościach.


Przykładowo prosta sprawa, którą obserwuję w ostatnich latach na moim osiedlu. Mieszkam w miejscu, gdzie jest stosunkowo dużo zieleni. Administratorzy zlecają więc okresowo koszenie trawy. Pewnie dla oszczędności zleca się taką usługę tylko dwukrotnie w sezonie, przy czym dana firma wykonująca zlecenie otrzymuje polecenie by kosić trawę równo z gruntem. W efekcie, przy tak wysokich temperaturach jakie odnotowujemy w ostatnich latach i braku naturalnych opadów, pozostałości trawy szybko wysychają i już w lipcu mamy „wspaniałe” jesienno-brązowe połacie, które nie są w stanie się zregenerować. Moja była harcerska Szefowa powtarzała do znudzenia frazę – „nie reagujesz – to akceptujesz”. Może nie we wszystkich aspektach życia można przełożyć te słowa na zasadzie „jeden do jednego”, ale tutaj jak najbardziej trzeba reagować. Namawiam Was więc do reagowania, to współtworzenia przestrzeni, gdzie przyszło Wam żyć. Dajcie sobie szansę na uświadomienie sobie faktu, że nie wszystkie nowoczesne wynalazki – patrz  kostki chodnikowe, asfalty, plastykowe gadżety i tym podobne rzeczy – muszą nam wyjść na zdrowie.


A wracając do meritum sprawy – polecam Wam książkę Pani Marty. Jest ona napisana w bardzo przystępny sposób, językiem zrozumiałym dla kogoś, kto nie jest i nie ma zamiaru być pszczelarzem. Ale zarazem dla kogoś kto chce się dowiedzieć … jak urządzony jest ul? jak długo żyją pszczoły? ile trzeba zebrać pyłku, by powstała łyżeczka miodu? jak pszczoły wychowują sobie królową? czy pszczoły śpią zimą? … na te i jeszcze wiele innych prostych pytań, znalazłem proste odpowiedzi, bardzo rozszerzających moją wiedzę o tym dziwnym owadzim świecie.

A jak będziecie gdzieś w pobliżu Parku Śląskiego w Chorzowie, zajrzyjcie również do Muzeum „Górnośląski Park Etnograficzny” w Chorzowie - nie tylko ze względu na prezentacje dotyczące pszczelarstwa, warto po prostu zobaczyć wspaniałe rzeczy z historii śląskiej ziemi.

Dla tych, którzy jeszcze nie są przekonani, kilka zdjęć na zachętę ...






    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Azymut - PSZCZOŁY

Azymut PRZYRODA! Azymut ustawiony dziś na hasło „PSZCZOŁY”. Wybrałem się kilka dni temu nietypowo do Muzeum „Górnośląski Park Etnograficzny”...